Rok temu Karol Nawrocki wygrał wybory pod hasłem „po pierwsze Polska". To samo hasło, którym on i Konfederacja licytowali się na wiecach - jest jedynym uczciwym kryterium, przez które można ocenić jego pierwszy rok w Pałacu. Nie sympatia, nie to, że „jest z naszej strony", nie to, że ktoś nosił jego plakat. Tylko jedno pytanie: czy realizuje interes Polski w horyzoncie dekad, czy tylko zarządza własnym wizerunkiem.
Notariusz, który podpisuje niemal wszystko
Zacznijmy od liczb, bo one nie kłamią. Dziewięć na dziesięć ustaw, które trafiają na biurko prezydenta - Karol Nawrocki podpisuje. Sam powiedział w Sejmie: „nie jestem ich notariuszem". Problem w tym, że statystyka mówi coś innego. To środowisko, które nazywa go „wetomatem", myli się tak samo jak ci, którzy nazywają go „długopisem" rządu. Prawda jest bardziej niewygodna niż obie te etykiety: on wetuje wybiórczo, głośno i tam, gdzie to nic realnie nie kosztuje układu POPiS, a podpisuje w milczeniu tam, gdzie liczą się prawdziwe pieniądze.
Weźmy podwyżkę CIT-u dla banków, sześć i pół miliarda złotych, bez orędzia, bez tłumaczenia ludziom dlaczego. Podpisał. Weźmy ustawę o patostreamingu, o której sam publicznie mówił, że definicja jest niedokładna, że nie ma w niej „dostatecznej definicji" tego, co właściwie penalizuje. Podpisał mimo to, choć wiedział, że lewica będzie go za to atakować, tak jak wcześniej atakowała za weto akcyzy i opłaty cukrowej. Jak sam mówił: gdy ustawa jest zła, trzeba ją zawetować, niezależnie od tego, co powie opozycja. Tym razem tej zasady nie zastosował.
SAFE, czyli bajkoterapia budżetowa
Prawdziwy test przyszedł przy ustawie SAFE. To europejski kredyt na obronność, realne pieniądze, realny koszt odsetkowy liczony w dziesiątkach miliardów złotych, tylko z warunkowością, którą Bruksela mogłaby wykorzystać, kiedy zechce. Nawrocki zawetował to słusznie, Polska nie musi zadłużać się za granicą, żeby sfinansować własną armię. Miał rację merytorycznie.
Problem zaczyna się dopiero przy jego własnej alternatywie. Bo „polski SAFE zero procent" to nie jest żadne inne, uczciwsze źródło pieniędzy, to sięgnięcie po sto osiemdziesiąt pięć miliardów złotych „zysków" Narodowego Banku Polskiego z rezerw złota, czyli dokładnie ta sama etatystyczna bajkoterapia, tylko podpisana jego własnym nazwiskiem: ktoś wymyślił, że można sfinansować zbrojenia, wyciągając pieniądze z niezależnego banku centralnego, i problem sam się rozwiąże.
I co z tego, że weto było słuszne, skoro dzień później rząd przyjął uchwałę „Polska Zbrojna", a ósmego maja Polska i tak podpisała porozumienie SAFE jako pierwszy kraj w Unii, bez żadnej nowej ustawy, bez łamania weta, bo dało się to załatwić administracyjnie. Weto było uczciwe. Efekt: zerowy.
Złoty, Trump i G20: punkty, które faktycznie są
Nie wszystko tu jest krytyką. Polski złoty zamiast euro to obietnica zrealizowana, choć trzeba dodać: nikt i tak euro teraz nie wprowadza, więc trudno nazwać to zwycięstwem nad realnym przeciwnikiem. Bardziej realny jest kierunek w polityce zagranicznej. Zaproszenie Polski przez Donalda Trumpa na obserwatora G20, mimo że nie jesteśmy w gronie dwudziestu największych gospodarek świata, to konkret, nie gest. Dobre relacje z Waszyngtonem, twarda gra przy Karcie Praw Weta wobec Ukrainy, odsunięcie odznaczenia Wołodymyra Zełenskiego, to punkty, w których Nawrocki rzeczywiście stawia interes Polski przed cudzą wdzięcznością.
Czternaście rad, plan 21 i puste hasła
Reszta bilansu jest smutniejsza. Z dwudziestu jeden punktów programu wyborczego zrealizowane zostały może dwa, licząc bardzo łaskawie. Stop dla paktu migracyjnego, tani prąd minus trzydzieści trzy procent, stop dla Zielonego Ładu, niższe podatki, wszystko to zostało w Sejmie albo w ogóle nie zostało złożone. Za to rad przy prezydencie powstało czternaście w osiem miesięcy, ponad pięciuset członków, więcej niż Andrzej Duda zdołał powołać przez dwie pełne kadencje. Czy to buduje realne zaplecze eksperckie, czy tylko papierowe alibi? Nie wiem.
Będzie można ocenić dopiero za cztery lata.
Werdykt
Karol Nawrocki jest najlepszym prezydentem, jakiego mieliśmy od dawna. To zdanie jest prawdziwe i jednocześnie żałośnie mało wymagające, bo poprzeczka ustawiona przez ostatnie lata leżała na ziemi. Najlepszy dotychczasowy nie znaczy najlepszy możliwy. Polska zasługuje na prezydenta, który nie musi wybierać między podpisaniem złej ustawy a medialnym laniem od lewicy, tylko konsekwentnie stawia Polskę pierwszą, nawet gdy nikt nie patrzy. Na razie mamy notariusza, który czasem, w ważnych momentach, odmawia podpisu. To już postęp. To jeszcze nie jest to, na co nas stać.
Zaznacz dowolny fragment tekstu, żeby udostępnić go jako grafikę.
Inne opinie
„Jakby głosowali Szwedzi, wygrałaby prawica. Ale głosowali obywatele Szwecji, nie Szwedzi, i wygrała lewica.”
Michał Białek · 17 września 2026
„Interes Polski się nie cieszy i nie boi z powodu cudzych wyborów. Interes Polski się liczy.”
Michał Białek · 12 września 2026
„Zonda Crypto to jest afera całego popisu.”
Michał Białek · 4 września 2026

