HoryzontPolityczny
Pilne
30.09GospodarkaBudżet na 2027: próg PIT w górę, a deficyt większy niż cała obrona30.09GospodarkaOk. 238 tys. urodzeń w 2025 roku. Osiem lat temu było ich ok. 402 tys.30.09GospodarkaMinimalna emerytura po jednej składce w Polsce. Konfederacja chce to zmienić, ale ZUS to większy problem30.09NewsyNIK: żaden z ośmiu operatorów prądu, wody i kolei nie zapewnił systemom odporności. Ministrowie nie ukarali nikogo30.09GospodarkaGiełda upadła, pieniędzy nie ma, a fiskus liczy przychód. PIT od kryptowalut klientów Zondacrypto30.09GospodarkaPaliwa: rząd obniżył VAT i akcyzę, a rachunek wystawia firmom podatkiem także za miesiące, które minęły30.09ŚwiatStała baza USA w Polsce: Pentagon bada, decyzji nie ma, a polskie deklaracje finansowe już padły19.09AferyZastępca Sikorskiego skatował młodą działaczkę Lewicy?

Opinia

„Interes Polski się nie cieszy i nie boi z powodu cudzych wyborów. Interes Polski się liczy.”

Michał T. Białek

Michał Białek

Powiedzmy sobie wprost: w niedzielę AfD zdobyła 43% w wyborach regionalnych w Niemczech, przy frekwencji 78%. Tego samego dnia Donald Tusk napisał, że w Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z tego wyniku, i że „trochę się ich nazbierało w Konfederacji i PiS-ie". Żadnej analizy, żadnego odniesienia do tego, co ten wynik realnie oznacza dla polskiej polityki zagranicznej. Sam werdykt, wydany tego samego wieczoru, na jednym wpisie.

Emocje to nie analiza

Zacznijmy od tego, co w tej reakcji jest zwykłą bajkoterapią. Nie, wygrana AfD w jednym landzie nie oznacza, że jutro Niemcy zaczną rewidować granicę z Polską. Nie ma tego w programie tej partii, nie mówi o tym żaden poważny polityk AfD, a fakt, że pojedynczy działacze potrafią mówić o Polakach w sposób obraźliwy, zasługuje na twardą reakcję dyplomatyczną naszego MSZ, a nie na budowanie z tego narracji o zbliżającej się inwazji. Tak samo drugorzędna jest cała dyskusja wokół życia prywatnego przewodniczącej AfD. Nikogo nie powinno obchodzić, z kim polityk dzieli łóżko. Powinno obchodzić tylko jedno: czy realizuje interes swojego narodu. Skoro Alice Weidel to robi dla Niemiec, to jest to argument obojętny, nie argument przeciw niej.

Realny problem nie jest emocjonalny

Prawdziwe pytanie brzmi inaczej: co wygrana partii, która stawia Niemcy na pierwszym miejscu, oznacza dla Polski. I tu odpowiedź nie jest tak prosta jak u premiera. Przez trzydzieści lat nasza klasa polityczna budowała bezpieczeństwo kraju na papierze, na członkostwie w NATO, na deklaracjach solidarności, zamiast na twardej kalkulacji wspólnego interesu. To już nie jest błąd, to jest funkcja tego, jak myśli o polityce zagranicznej cały układ POPiS od trzech dekad: skoro jest podpis, to będzie i pomoc. Historia zna już taki scenariusz. Francja i Wielka Brytania też miały z nami podpis, gdy nazistowskie Niemcy nas atakowały. Papier nie obronił.

Nord Stream 1 i Nord Stream 2, gazociągi łączące Niemcy z Rosją, budowały i dokańczały rządy SPD i CDU, czyli dokładnie te partie, które przez ostatnie trzydzieści lat rządziły Niemcami i należą do tej samej europejskiej rodziny politycznej, w której przewodniczącym był sam Donald Tusk. Ten sam układ, który dziś nazywa Polaków zdrajcami za sympatię do AfD, przez lata nie widział problemu w tym, że jego niemieccy koledzy partyjni finansowali Kreml gazociągiem. Więc jeśli faktycznie Niemcy pod rządami AfD zdecydują się odbudować handel z Rosją i odsunąć się od zobowiązań wobec Polski, nie będzie to nowy kierunek, tylko kontynuacja czegoś, na co nikt w Warszawie nie chciał reagować, dopóki robiły to partie establishmentowe.

Wniosek dla Polski, nie dla emocji

Sojusz przetrwa tylko wtedy, gdy obu stronom się opłaca w nim trwać, nie dlatego że ktoś kiedyś złożył podpis. Dlatego realną odpowiedzią Polski nie powinno być ani kibicowanie AfD, ani straszenie nią, tylko wzmacnianie sojuszy opartych na wspólnym, geograficznym interesie, przede wszystkim Grupy Wyszehradzkiej i państw bałtyckich, czyli krajów, którym tak samo jak nam zależy na tym, żeby Rosja nie posunęła się dalej na zachód. Co do reparacji: żadna niemiecka partia, AfD też nie, nigdy ich nie odda, bo żaden niemiecki polityk nie wygra wyborów, obiecując wypłacić miliardy innemu krajowi. To nie jest hipokryzja AfD. To jest dokładnie ta sama logika „swój naród pierwszy", którą sami stosujemy tutaj, mówiąc po pierwsze Polska.

Zwycięstwo AfD to dla Niemców efekt tego, że establishment przez dekadę importował problem migracyjny, a potem płacił za niego zasiłkami z podatków tych, którzy pracują. Dla Polski to nie jest powód do radości ani do paniki. To jest powód, żeby wreszcie liczyć nasz własny interes, zamiast czekać, aż ktoś nam go policzy za nas i nazwie nas przy okazji zdrajcami.


WEDŁUG PREMIERA JESTEM ZDRAJCĄ!!! Co wygrana AfD znaczy dla Polski | Horyzont Polityczny #0023 1:02:30
Horyzont Polityczny #0023 WEDŁUG PREMIERA JESTEM ZDRAJCĄ!!! Co wygrana AfD znaczy dla Polski Obejrzyj całość →

Zaznacz dowolny fragment tekstu, żeby udostępnić go jako grafikę.

Inne opinie

← Wszystkie opinie